Skip to main content
Porozmawiajmy
Logotypy Uni Europejskiej
Logotypy Uni Europejskiej, Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego - Programu Inteligentny Rozwój i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju

Informacja o dofinansowaniu

Staffly sp. z o.o. realizuje projekt: „Przeprowadzenie prac B+R nad technologią matchmakingu pracy tymczasowej na podstawie czynników psychometrycznych” realizowany w ramach powierzenia grantu zgodnie z Projektem: „303 Innovation Fund”

Cel projektu: Opracowanie technologii, która umożliwi pogłębioną analizę i profilowanie użytkowników portalu na potrzeby lepszego dopasowania zleceń w celu zwiększenia efektywności wykonywanej przez nich pracy.

Dofinansowanie projektu grantowego: 800 000 PLN

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach Programu Inteligentny Rozwój.

Śledź nas
2024-01-03
# Tematy
Śledź nas

Wywiad z Martą Piglą

2024-01-03

Moim dzisiejszym gościem jest Marta Pigla. Cześć, Marta. 

Cześć, Damian. 

Marta jest rekruterem i doradcą kariery. Od grudnia zamieniła pracę w korporacji na własną działalność. Co więcej? Mam nadzieję, że dowiemy się tego podczas dzisiejszej rozmowy. Dzięki, że znalazłaś dla mnie czas. Bardzo to doceniam, bo wiem, jak brakuje go w codziennej gonitwie, więc tym bardziej bardzo Ci dziękuję. Na rozgrzewkę chciałem zacząć od pytania, kim jest Marta?

Na początek serdeczne dzięki za zaproszenie. To mój debiut w roli gościa w podcaście i miło mi dzielić z Tobą to doświadczenie. A kim jest Marta? Wspomniałeś już, że jestem rekruterem i doradcą kariery. Uwielbiam pracować zarówno z biznesem jak i z osobami indywidualnymi. Bardzo ocenię sobie kontakt 1 na 1, tworzenie dobrej atmosfery i klimatu zaufania. To naprawdę jest dla mnie coś ważnego i czuję wtedy, że mam wpływ na czyjąś zmianę.

Współpracując z organizacjami, mam wpływ na zmianę przez wskazywanie kierunków, a także realizując dobre, sprawiedliwe, ale też przyjemne procesy rekrutacyjne. Prywatnie jestem żoną i mamą bliźniaczek. Myślę, że to też mnie jakoś definiuje, poprzez różne traumatyczne i ekstremalne przejścia z pierwszych miesięcy życia moich dzieci. To, że jestem mamą, ma bardzo duże znaczenie na to, kim jest Marta. 

Kontynuując ten wątek, jakimi wartościami kierujesz się w życiu? Czy to są te same wartości w życiu prywatnym i pracy? Czy są troszkę inne? Jak to u Ciebie wygląda? 

Ciekawa jest ta kwestia rozróżnienia, bo rzeczywiście widzę tutaj różnicę. W życiu najważniejszą wartością dla mnie jest miłość, bardzo szeroko i głęboko rozumiana. To brzmi trochę tęczowo, ale jednak w życiu chodzi o miłość. W życiu zawodowym tworząc działalność, miałam okazję dobrze rozpracować, jakimi wartościami kieruję się do tej pory, ale też, jakimi chcę się kierować – to autentyczność, troska i odwaga. Wierzę, że w biznesie i w życiu są rzeczy, o które warto walczyć i trzeba mieć ku temu odwagę. Są też takie rzeczy, które warto objąć opieką i troską, bliskością i czułością. Ale jest to dość trudne i trzeba mieć odwagę, żeby tę troskę i czułość okazać.

Jeszcze parę lat temu miałam tak, że czasami wstydziłam się pokazać zaangażowanie, troskę i bliskość. Bo wtedy człowiek staje się nagi, czasami osamotniony, odsłania swoje serce i wtedy łatwiej być zranionym. Więc można się czasami tego wstydzić i obawiać w takich kontekstach, kiedy pokazujemy ogromne zaangażowanie i serce. Natomiast przeżyłam sporą zmianę i składam ukłony w kierunku Brené Brown, która zaczęła pokazywać mi wrażliwość od zupełnie innej strony. Bardzo polecam książkę Brené Brown Z wielką odwagą oraz jej wystąpienia na TEDzie o tym, czym jest wrażliwość i jaką ma moc. Ja w to uwierzyłam. Także ukłony dla Brené, ale też ukłony dla mnie, bo coś z tym zrobiłam. Ukłony ode mnie dla mnie – to jest miłe i życzliwe w kierunku do samej siebie. I rzeczywiście teraz czuję, że ta moja wrażliwość i ciepło, jest moją supermocą i naprawdę coś dla mnie znaczy.

Cieszę się też, że zmienia się biznes, rynek i pojawia się duża otwartość na to, kim naprawdę jesteśmy. Jest większa akceptacja wobec różnorodności oraz większa inkluzywność. To są dobre okoliczności do tego, żeby rzeczywiście być sobą i nie bać się zranienia. Dodatkowo bardziej ufam ludziom, że nie pozwolą na to zranienie.

Powiedziałam o odwadze i o trosce, a trzecia wartość, o której wspomniałam to autentyczność. Jeżeli ktoś powie, że mi ufa, to jest dla mnie ogromny komplement. Ale żeby ta osoba mogła mi zaufać, to wymaga szczerości i prawdziwości z mojej strony. Na zaufanie po prostu trzeba zasłużyć. Ale to jest piękny prezent, bo kiedy dzielimy się zaufaniem, tworzy się zupełnie inną relację z człowiekiem, lecz to wymaga prawdziwości i autentyczność. Jeszcze kilka lat temu trudno mi było być sobą w 100%. Świat był trochę inny i ja byłam inna. Natomiast teraz bardzo doceniam taką szczerość w kontakcie, to, że mogę być sobą i dzielić się swoimi przemyśleniami. To bardzo często pomaga, weźmy np. stres, który też jest autentyczny.

Gdy ja się stresuję, odbieram to jako przyjemne napięcie, ale widzę, że czasami to pomaga w rozmowie, np. podczas rekrutacji. Mam gorszy dzień, stresuje się i widać to po mnie. Druga osoba też się stresuje, ale gdy widzi u mnie to samo, to automatycznie z tej drugiej osoby schodzi jakieś napięcie, bo widzi, że skoro ja mogę się stresować to ona też. Podobnie jest z palnięciem jakiejś gafy. Mam taki styl bycia, nie jestem idealna, więc czasami palnę gafę. I ta druga strona powie sobie: O, ja też mogę się pomylić, to nie jest koniec świata.

To bardzo ważna wypowiedź. Myślę, że fajnie, że wspomniałaś o stresie, bo ja np. rzeczywiście nie lubię stresu, a zdarzają się sytuacje, w których się stresuję. Sam nie wiem, czy to działa na mnie dobrze, czy niedobrze, ale muszę to przemyśleć po Twoich słowach.

To pewnie zależy, jaki masz poziom stresu, bo do pewnego poziomu on jest mobilizujący i Ci sprzyja. Od jakiegoś poziomu to może być dla Ciebie trudne, szczególnie długi stres, tzw. chroniczny. Ale można zobaczyć, jak widoczność stresu wpływa na relację i to nie zawsze musi oznaczać, że wypadnie się źle i autoprezentacja będzie niedobra, a nawet jeśli, to można zyskać w innych kontekstach, więc mogą być tego korzyści. 

Wspomniałeś, że świat i wartości były inne. Był pewien moment, że nadeszła u Ciebie zmiana i na ten moment kierujesz się trzema wartościami. Czy mogę dopytać o tę zmianę? Co takiego wpłynęło na Ciebie i co było głównym motorem napędowym, że tak się stało? 

Na pewno mnóstwo rzeczy. Przede wszystkim praca nad sobą, dorosłość, opieka nad sobą. Tych czynników było mnóstwo, także związanych z moim rozwojem zawodowym. Miałam duże szczęście do przyłożonych i organizacji, do których trafiałam, więc to mnie rozwijało zawodowo i personalnie. Bycie w dobrej, ciepłej relacji małżeńskiej dało dobrą przestrzeń do tego, żeby pracować nad sobą. Obecność w moim życiu dobrych ludzi, przyjaciół też na pewno pomogła. Ale à propos tego, że świat się zmienia, lubię mówić, że cieszę się z tego, w jakich żyję czasach. Nie tylko ze względu na to, że mamy różne technologie. Wiadomo, to też pomaga i ułatwia życie, ale lubię ten moment w świecie biznesu, gdzie można śmiało powiedzieć, że chce się być dobrym człowiekiem, że rozmawia się o wartościach. Parę lat temu tego nie było. 

Myślę, że takie zmiany następują z kolejnymi pokoleniami. Dużo się mówi o generacji Z i myślę, że to fajne, że możemy się czegoś nauczyć od młodszych. Mam wrażenie, że wcześniej był utarty schemat, że uczyć się można tylko od starszych, bo oni mają więcej doświadczenia. Ale według mnie to działa w dwie strony. 

Tak. Na topie jest tak zwany rewers mentoring. Ostatnio Ashoka zrobiła bardzo fajny program, gdzie mentorami dla osób 40/50+ są młode osoby z pokolenia Z. Chociaż wydaje mi się, że ten trend wartości to też nasza działeczka, bo podejrzewam, że Ty i ja jesteśmy z tej samej generacji. Uważam, że my to zmieniliśmy i wprowadziliśmy to najmłodsze pokolenie, ale także stworzyliśmy ku temu dobre podłoże. 

Też tak uważam.

Bardzo się cieszę, że obserwuję trendy w obszarze różnorodności, współpracy między biznesem a NGOs. Cieszę się, że wchodzi ESG i organizacje są rozliczane nie tylko z wyników finansowych, ale też z tego, jaką pełnią funkcje w społeczności lokalnej. Takie rzeczy są dla mnie bardzo ważne. Patrząc na to, cieszę się, w jakim kierunku zmienia się świat. Myśl o tym jest bardzo pozytywna w kontekście tego, co się dzieje szeroko na świecie, kwestia wojny itd. Dobrze jest czasami pomyśleć, że nie wszystkie zmiany są trudne i niefajne. Niektóre są dobre. 

Tak, niektóre są dobre, niektóre nie. Ale wiadomo, taki jest schemat zmiany. Mam jeszcze mnóstwo pytań do Ciebie, ale chciałem zahaczać o zaufanie, o którym wspomniałaś. Bardzo mnie ciekawi, jak jest z nim u Ciebie. Czy najpierw dajesz zaufanie i jak ktoś je nadszarpnie, to zabierasz? Czy w drugą stronę? Dajesz zero zaufania na sam początek, a ktoś może pracować na to zaufanie i je budować u Ciebie?

Wiesz co, chyba jestem czasami zwariowana, bo uważam, że ludzie są dobrzy i wychodzę z pozycji zaufania. Myślę, że nasz dotychczasowy kontakt też Ci to pokazał. To jest naturalne i jest mi z tym dobrze. Mam też coś takiego, że np. potrafię powiedzieć, że nie mam kompetencji w jakimś obszarze. Uważam, że to jest fair i dobre dla obu stron. To element zarządzania oczekiwaniami drugiej strony. Praca na zaufaniu jednocześnie buduje dobre, poprawne relacje biznesowe. Wychodzę z pozycji zaufania i co do tego nie mam wątpliwości. Natomiast ciekawe jest to, że z drugiej strony dobrze jest, jak ktoś mnie najpierw pozna i dopiero wtedy mi zaufa. Umiem zrozumieć, że ktoś po drugiej stronie potrzebuje czasami więcej czasu. Kiedy ja daję zaufanie od razu, nie mam w sobie oczekiwania, żeby ktoś mi też je dał. Fajnie, jak to jest od razu, na tym samym levelu, ale nie mam wyobrażenia, że tak musi być. Różni ludzie mają różnie. 

Tak, zdecydowanie. Wszystkie wartości, o których wspomniałaś, moim zdaniem świetnie się wpisują w pasjonata HR. Mam wrażenie, że taką osobą właśnie jesteś. Natomiast zanim do tego dojdę, chciałem zapytać, skąd zamiłowanie do tego obszaru? Wyśledziłem na LinkedIn, że masz ponad dziewięcioletnie doświadczenie w HR. To już musi być zamiłowanie, bo nie wierzę, że to jest przymus. Więc skąd to zamiłowanie do tego obszaru? 

Tak, jestem wierna HR-owi i nie sądzę, żeby to miało się zmienić. Zaczęło się, jak studiowałam psychologię. Mam wrażenie, że w tamtych czasach psychologia pracy i organizacji na mojej uczelni była traktowana przez mój rocznik tak pobocznie. To była ta gorsza kategoria psychologii w stosunku np. do psychologii klinicznej, psychologii społecznej czy psychologii edukacji. Osoba, która szła na specjalność z psychologii pracy i organizacji była czasami postrzegana jako ta mniej ambitna. Ja nigdy nie czułam się mało ambitna i myślę, że niejedna osoba była zaskoczona, że poszłam właśnie na psychologię pracy i organizacji, ale to mnie po prostu interesowało. Czułam w tym dużo elementów psychologii pozytywnej, która była mi zdecydowanie bliższa niż psychologia choroby. W czasie studiów rozpoczęłam praktyki w agencji rekrutacyjnej Adecco.

Miałam tam być dwa miesiące, a zostałam na 3,5 roku. Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że to, co mnie na początku przyciągnęło do HR-u, to ten świat biznesu – świat standardów, kontaktów, ludzi, poznawanie kandydatów, klientów itd. Jako ekstrawertyk jakoś czułam się w tym. Jednak to, co mnie finalnie zatrzymało w tej wierności do HR-u, to cel, który ma do zrealizowania HR, czyli praca z ludźmi, dla ludzi, w otoczeniu ludzi, ale też w okolicznościach, które sprzyjają osiąganiu celów organizacyjnych. Dzięki temu moja wartość – troska – cały czas może się realizować, ale to też kwestia życia i funkcjonowania w systemie, z którego czerpię to, że ludziom jest dobrze w organizacjach, że się realizują i spełniają. Mam w tym po prostu poczucie misji. Trudno pracować w HR bez poczucia misji. 

Czyli praca z ludźmi i dla ludzi. HR to przede wszystkim praca z różnymi osobami. Co najbardziej lubisz w tej pracy z ludźmi? 

Najbardziej lubię to, że ludzie są różni i że chcą się dzielić kawałkiem siebie i go pokazywać. To jest dla mnie często bardzo inspirujące. Nieraz mam tak, że usłyszę od kandydata jakąś historię albo klient podzieli się jakimś casem. Później o tym myślę i widzę, że mnie to rozwija i uczę się na podstawie poznawania doświadczeń innych. To mnie rozwija, ale mogę też wpływać na czyjś rozwój. Mogę realizować swoją misję i sama przy tym czerpać naprawdę wspaniałe inspiracje. Ta kwestia inspiracji jest dosyć ważna, natomiast nie każdy człowiek od razu chce się sobą podzielić. I to też jest OK. Czasami, nie zawsze, ale czasami widzę też, że mam wpływ na to, czy taka osoba będzie się czuła ze mną na tyle komfortowo, żeby się czymś podzielić. Czuję wtedy moją sprawczość. Oczywiście bywa też tak, że to nie wystarczy, bo blokada w środku na to nie pozwala. Ale to jest w porządku.

To na ile ten człowiek chce się pokazać, tyle jest ok. To jest decyzja drugiej strony, a po mojej stronie jest kwestia 100% zaakceptowanie tego. To, że ta osoba ma blokadę, to też jest część tej osoby. Najbardziej cieszy to, kiedy rzeczywiście możemy się sobą dzielić i wymieniać różnorodnością i doświadczeniami. Pod kątem tego, że mam wpływ na to, czy ludzie się otwierają, czy nie, odkryłam, że najlepiej działa to kiedy jestem sobą i nie staram się wypaść jak najlepiej, tylko po prostu staram się wypaść normalnie i naturalnie. Nigdy nie wierzyłam w to, żeby w rekrutacji był potrzebny pokerface, np. żeby kandydat się nie zorientował, że powiedział coś dobrze albo źle. Dlaczego nie? Wierzę w szczerość relacji i w to, że rekrutacja jest nie tylko sztywną oceną, ale jest też relacją. 

Czyli nie jesteś fanką rozmów rekrutacyjnych, na których stresujemy celowo kandydata, jesteśmy bardzo niedostępni? To nie jest Twój styl przeprowadzania rozmów?

Nie, absolutnie. Pamiętam, że w jednym z zespołów HR-owych, w których pracowałam, część osób uważała, że powinien być ten pokerface, ale dla mnie to było nie do przeskoczenia. To by było wbrew mnie. 

Jestem ciekawy, jakie są argumenty za takim podejściem? Może pamiętasz jakiś, że tak powinna wyglądać rozmowa – tworzymy duży dystans, delikatny stres u kandydata i mamy pokerface, czyli nic mu nie pokazujemy, nieważne czy fajnie, czy niefajnie – zero uczuć czy uśmiechu.

Intelektualnie umiem zrozumieć tę perspektywę. Nie chodziło o robienie dystansu dla samego dystansu, tylko chodziło o sam element sprawiedliwej oceny. To może wpłynąć na to, jak się dalej prezentuje kandydat, gdy ma już przekonanie, że wypada dobrze, bo dostaje nawet te niewerbalne, pozytywne informacje zwrotne podczas samego spotkania. To, czy czuje się bardziej zmobilizowany, czy może ta mobilizacja spada, luzuje się tak, że przestaje się starać, to wpływa na rekrutację. Jeżeli od razu pokazujemy, że w naszej firmie działamy jakoś inaczej i odpowiedź kandydatka od razu feedbackujemy, że nie do końca to jest to, o co nam chodzi i dajemy mu szansę, żeby się poprawił, to dlaczego mamy dawać mu tę szansę, skoro oceniamy to, jak by ta osoba realnie postąpiła bez otrzymywania bieżącej informacji zwrotnej.

Dlatego umiem zrozumieć, że jest to kwestia sprawiedliwej oceny, jednak jestem przekonana, że w prawdziwym życiu ktoś Ci towarzyszy w pracy. Może dawać Ci feedback, wzmocnienia albo jakieś podpowiedzi korygujące. To się nie dzieje w próżni, więc widzę też ten kontrargument. Natomiast argumenty zespołowe nie były wyssane z palca, żeby zachować jedynie dystans, tylko jednak były wypowiedziane i dyskutowane w ramach dobrej intencji.

Byłem tego ciekaw, bo podpisuję się pod Twoim podejściem, czyli skracaniem dystansu, by ta druga osoba miała okazję pokazać siebie. Nie chodzi o to, żeby mogła założyć maskę i jak najlepiej wypaść, mobilizować się i wspinać na wyżyny. Bo moim zdaniem nie o to chodzi, żeby potem, jak już przyjdzie co do czego i zatrudnimy tę osobę, to ona zacznie być sobą i okaże się, że jednak nie takiej osoby poszukiwaliśmy. 

Masz rację, wtedy dostajemy pewien obraz człowieka, ale nie człowieka samego w sobie. Poza tym odeszliśmy już w rekrutacji od tego, żeby zbadać jedynie kompetencje. Zwracamy uwagę na wiarygodność, dopasowanie do kultury albo wręcz culture add, czyli wzmocnienie kultury, dodanie czegoś nowego i przyniesienie jakiejś nowej perspektywy ze swojej strony. Więc nie tylko same kompetencje są ważne, chociaż zgadzam się z tym, że kryteria oceny powinny być absolutnie jasno ustalone, w ten sam sposób weryfikowane i powinny odnosić się do pewnego wzorca. Żeby była jasność, jestem przeciwnikiem spontanicznych i nieustrukturalizowanych rozmów rekrutacyjnych, bo porównywalność zbieranych danych na temat kandydata powinna mieć znaczenie, żebyśmy porównywali jabłko do jabłka, ale to nie jest jedyny element, który bierzemy pod uwagę, decydując o tym, czy kogoś zatrudniamy, czy nie. 

Fajnie, że o tym porozmawialiśmy, bo myślę, że to jest ważne dla naszych słuchaczy. Natomiast kolejne pytanie to pytanie o wyzwania. Z jakimi wyzwaniami mierzysz się w pracy? Jakie to są wyzwania i jakiego rodzaju? Nie chce używać słowa problemy.

Podpisuję się pod mottem Aniki Osmólskiej, która mówi, że podchodzi do problemów, jak do wyzwań i bardziej myśli o tym, jakie są rozwiązania. Absolutnie to kupuję i podpisuję się pod tym obiema rękami. Rozmawiamy o wyzwaniach, a nie o problemach. Ja mam teraz szczególne wyzwanie, bo od niedawna jestem na swoim, tzn. jestem przedsiębiorcą. To jest dla mnie coś zupełnie nowego. Do tej pory wiązałam się z korporacjami. Parę lat temu jeden kolega powiedział mi, że kiedyś otworzymy własną działalność. Powiedziałam wtedy, że ja na pewno nie, bo mi jest dobrze w korpo. Jednak zdecydowałam się na otwarcie własnej działalności. Wydaje mi się, że przez grono moich przyjaciół mogę być kojarzona z odważnymi decyzjami, żeby nie powiedzieć szalonymi. Do tej pory te decyzje dawały mi dużo szczęścia. Myślę, że i ta decyzja mnie do tego doprowadzi. Bardzo na to liczę i proszę trzymać kciuki. 

Trzymam, trzymam.

Dziękuję. Natomiast moje różne doświadczenia pomagają mi w pracy przedsiębiorcy, np. to, że w agencji rekrutacyjnej szukaliśmy klientów i budowaliśmy relacje biznesowe albo wszelkiego rodzaju dobre praktyki rekrutacyjne, które wyniosłam z poprzednich firm, chociażby z Marsa, czyli mojego poprzedniego pracodawcy. Rekrutowanie dla Marsa to była czysta przyjemność, ze względu na super standard rekrutacji. Więc mam parę kluczy, które otwierają mi różne drzwi jako przedsiębiorcy. Niemniej sytuacja jest dla mnie nowa, odpowiedzialność oraz poczucie wolności jest inne. Jeszcze się odnajduję i przyzwyczajam do tej sytuacji, a w kontakcie z ludźmi mówię o tym, że to są moje początki, liczę na podpowiedzi albo proszę o zrozumienie. I ludzie są z tym ok. Tak jak mówię, ludzie są dobrzy. 

Czy możesz w kilku zdaniach przybliżyć, czym właściwie zajmuje się Twoja firma? 

Zajmuję się prowadzeniem rekrutacji oraz doradztwem rekrutacyjnym dla firm. Oferuję też programy jak coaching w ramach onboardingu, czyli rekrutując nowego pracownika, jednocześnie mogę oferować wsparcie zewnętrzne jako coach, wzmacniać u człowieka poczucie sprawczości, pomagać by był cały czas blisko celu, z jakim rozpoczynał wejście do organizacji. Jak już wiemy z różnych badań, w pewnym momencie podczas onboardingu każdy człowiek ma wątpliwości, czy ta decyzja była dobra. Dobrze jest wrócić wtedy do swojego celu i do tego, dlaczego podjęliśmy tę decyzję. Więc oferuję program rozwojowy dla onboardowanych pracowników, a także narzędzia jak assessment center czy narzędzia diagnostyczne jak extended disk. Bardzo lubię diagnostykę, stąd też cieszę się z funkcjonowania takich organizacji jak Wasza i psychometrii, którą oferujecie. 

Chciałem powiedzieć, że coś o tym wiem. 

Diagnostyka, psychometria to jest coś, co naprawdę dobrze napędza biznes. Dla osób indywidualnych oferuję coaching kariery, programy rozwojowe wspierające przejście przez zmianę zawodową, budowanie ścieżki kariery. Pomyślałam także, żeby szczególną opieką objąć młodsze pokolenia, które dopiero wchodzą na rynek pracy. Wiemy, że studia czy szkoły nie do końca przygotowują ludzi do wejścia na rynek pracy. Jest im z tym bardzo trudno, więc myślę, że potrzebują konkretnych, praktycznych wskazówek, dlatego mam zestaw sesji dedykowanych kierowany tej grupie odbiorców. Każdy może znaleźć coś dla siebie. 

Czyli de facto spełniasz swoją pasję, dalej działasz w HR, robisz to, co kochasz i to, co się wpisuje w Twoje wartości. 

Rzeczywiście, to co robię to moja pasja. Może nie jedyna, ale zdecydowanie największa. Myślę o tym, czytam na ten temat. To, co robię w pracy, sprawia mi dużo przyjemności i radości, ale jest też spójne z moimi talentami. Jakiś czas temu robiłam sobie raport Gallupa…

Mój ulubiony.

Też to uwielbiam. Oprócz talentu zbieranie, w moim TOP5 mam też empatię, rozwijanie innych, optymizm, idealizm. I rzeczywiście moja praca wymaga tych talentów, a praca w zgodzie z talentami jednocześnie sprawia, że po prostu mamy przyjemność z tego, co robimy. Mogę się nazwać szczęściarą. 

Super. Niektóre z tych talentów nam się pokrywają, więc fajnie. 

Super to słyszeć. 

Wspomniałeś przed chwilą w swojej wypowiedzi o przyjaciołach. Co Twoi przyjaciele powiedzieliby o Tobie? 

Uśmiecham się, jak o nich myślę, bo myślę, że powiedzieliby coś śmiesznego. Ktoś by pewnie zdradził, że jestem kociarą – mam trzy koty i w ogóle kocham zwierzęta. Ktoś inny pewnie powiedziałby, że uwielbiam muzykę z lat 90. Serio, Backstreet Boys, klasyczna Britney, Spice Girls. To są moje klimaty. To jest silniejsze ode mnie i nie mam na to wpływu. Uwielbiam tę muzykę, znam teksty na pamięć. Nick Carter jest w moim sercu do dziś. 

Chciałem wziąć łyka kawy i prawie się ochlapałem. Śmieję się, bo ciepło na sercu mi się robi, jak pomyślę o tych latach, o magazynie Bravo, gdzie można było poczytać o tych wykonawcach. 

Tam była inna psychometria, co? (śmiech)

Inna. Zdecydowanie. (śmiech)

Na pewno by mnie wydali. Jestem też wielką fanką Star Wars. 

Wszystkich? Tych nowych też? 

Tych nowych też. W sumie zaczęłam być fanką od tych nowych. Jak pracowałam w Adecco, to zespół wymyślił, że pójdziemy na nowe Star Warsy. Nie znałam wtedy w ogóle Star Warsów i o co w nich chodzi. Pamiętam, że jak oglądałam którąś część, to obok mnie siedział kolega i tłumaczył mi, co się dzieje. Ale tak mnie to wciągnęło, że musiałam obejrzeć wszystko. Oczywiście już je obejrzałam kilka razy, podobnie jak Friendsów. To są rzeczy, które naprawdę bardzo lubię.

Jeszcze pociągnę te Star Warsy. Jak z serialami z tego uniwersum? Czy to już raczej nie wchodzi w grę? 

Seriale nie do końca. Filmy lubię na tyle, że mam dużo koszulek Star Warsowych. Niedługo wybieram się na Polską Moc Biznesu i już wiem, którą koszulkę ubiorę. To musi być koszulka z napisem May the Force be with You. Nie może być inaczej. 

Muszę to zobaczyć. A załóżmy, że masz ciężki dzień w pracy. Jak odbudowujesz energię po takim trudnym, ciężkim dniu pracy? 

Tak jak wspomniałam, mam bliźniaczki, więc nie mam okoliczności, żeby przyjść do domu i usiąść na fotel. Ale może to i dobrze, bo myślę, że wtedy bym bardzo dużo myślała i analizowała. Natomiast jak wracam do domu, to mam kolejną okoliczność do tego, żeby pojawiła się ekspresja z mojej strony, to znaczy zaczynam bawić się z dziećmi i zamieniam się w konia, ślimaka, wiewiórkę itp. Sama się przy tym bawię, trochę zamieniam się w dziecko i odkrywam je w sobie na nowo. W tej zabawie też jest kwestia tej autentyczności, szczerości i naturalnej radości z tego, co robimy razem.

Dzieci też potrzebują autentyczności, inaczej, bo inne rzeczy też robimy razem, ale to też jest ważne. Lubię czas na świeżym powietrzu, przy czym nie podchodzę do tego tak bardzo celowo, tzn. nie muszę zrobić na rowerze tyle i tyle kilometrów, tylko bardziej liczy się dla mnie wtedy towarzystwo, z kim to robię, jak mi to przebiega, np. na dłuższym spacerze lubię okoliczności przyrody, czas w lesie. To są rzeczy, które mnie relaksują, bez konieczności skupienia się na celu, w przeciwieństwie do działania w pracy, gdzie ten cel zawsze musi być na tapecie. 

Czyli balans – bardzo ważna rzecz w życiu  –  w pracy nakierowanie na cel, po pracy już niekoniecznie. 

Tak, masz rację. 

A co sprawia, że mówisz: To był świetny dzień

Fajnie, że o to pytasz, bo kiedy ten cel jest osiągnięty, to jest świetny dzień. Lubię moją codzienność pracy, bo lubię ludzi, rozmawiać z nimi, odkrywać coś. Samo działanie i praca sprawia mi przyjemność i napędza mnie do działania. Natomiast świetny dzień jest wtedy, kiedy cel zostaje osiągnięty, jakieś rezultaty zostają podniesione albo kiedy wpływam na konkretną zmianę. Wtedy jest naprawdę dobry dzień. Mam też w sobie ambicję i stawiam dosyć wysoko poprzeczkę samej sobie. Nie zawsze mam potrzebę, żeby osiągnąć ten najwyższy level, ale jak sobie postawię poprzeczkę, to im bliżej niej jestem, tym więcej daje mi to satysfakcji.

Wracając do Gallupa, talent achiever też mam dosyć wysoko, kawałek za TOP5. Mocno identyfikuję w sobie tę część, która chce i lubi coś osiągać. Budują mnie też dobre, mocne feedbacki albo konkretne podpowiedzi, które pozwalają mi coś poprawić. Lubię udoskonalanie, bardzo wierzę w PDCA, więc kiedy udaje mi się wymyślić rozwiązanie, które podnosi jakość, to mnie po prostu cieszy. Wtedy mam dobry dzień. Naturalny jest też dla mnie wysiłek. Pod pojęciem wysiłku nie mam na myśli, że tylko ślęczę nad czymś, zmuszam się, dużo pracuję, robię nadgodziny, tylko takie smart pomysły i quick wins, bo one też wymagają wysiłku intelektualnego. Nawet kiedy wprowadzasz automatyzację, musisz rozumieć, co za tym stoi i musisz to dobrze poukładać, więc to też w gruncie rzeczy jest wysiłek, dlatego staram się doceniać różnego rodzaju wysiłki. Cieszą mnie sytuacje, kiedy zostaję zauważona, wynagradzana albo kiedy sama czuję, że przekroczyłam jakąś swoją granicę. 

A czy to spełnianie celu bądź zbliżanie się do celu to jest coś, co Cię napędza? 

Tak, na pewno. Ale czasami napędza mnie też kiedy czuję, że się oddalam od celu.

Dostajesz wtedy takiego kopniaka: Kurczę, czas przyspieszyć! ?

Tak, przyspieszyć albo też… Jest taki cytat Alberta Einsteina, że obłędem jest robić kilka razy to samo i oczekiwać tych samych rezultatów. Więc jeżeli coś się nie sprawdza, to trzeba jednak zrobić inaczej. Czasami czymś dobrym jest zrozumienie, że coś nie działa. Dopiero wtedy masz szansę to zmienić. Podobna wartość płynie też z feedbacku, kiedy mówisz komuś, że to nie wychodzi tak, jak sobie wyobrażasz albo żeby spróbował jeszcze raz, może w inny sposób. Dopiero wtedy dajesz sobie szansę, żeby coś z tym zrobić. Bez feedbacku pozbawiasz kogoś czegoś bardzo cennego. Dlatego czasami napędza mnie kiedy widzę, że się oddalam od celu i napędza mnie to, co robię. Czasami nie potrzebuję dodatkowych wpływów na mnie. Mam chyba dobrą samomotywację. 

Bodźców dodatkowych, które by Cię motywowały do czegoś? 

Tak, bo ja sobie stworzę bodźce. Znajdę je sobie. 

Ten cytat Einsteina, uważam za piękną puentę naszego dzisiejszego spotkania. Ale chciałbym Cię jeszcze zapytać o Twoją supermoc, bo na pewno masz jakąś. 

Też myślę, że coś się znajdzie. Myślę, że całkiem nieźle wychodzi mi zarażenie innych ludzi pozytywną energią i podejściem, że coś da się zrobić. Myślę, że to jest moja supermoc, która wypływa z wrażliwości, bycia sobą, autentyczności. To się dobrze spina, bo ludzie wokół zaczynają w siebie wierzyć i zaczynają czuć dobrą energię. Umiem też dzielić się wiarą w ludzi. Ludzie czasami przychodzą do mnie w ramach coachingu czy programu rozwojowego, bo nie wiedzą, jak rozmawiać z szefem i mają przez to negatywne podejście do szefa. Moim celem jest poszerzenie perspektywy drugiej strony, żeby umiała założyć buty szefa, zrozumieć inny punkt widzenia i tym samym bardziej zrozumieć drugiego człowieka. Myślę, że to rzeczywiście supermoc, bo rzeczywiście umiem dzielić się wiarą w innych ludzi, pozytywną energią, podejściem, że da się dużo rzeczy zrobić, może więcej niż czasami nam się wydaje. 

Dobrnęliśmy do końca naszej rozmowy, za którą bardzo Ci dziękuję. Była na pewno szczera i pełna autentyczności. To było super i chciałbym zostawić naszych słuchaczy z taką myślą: Bądźmy autentyczni, darzmy innych zaufaniem. Ludzie są dobrzy. Tak do tego podchodźmy. Czasami można się gdzieś sparzyć, ale niech to nas nie zniechęca. 

Ładnie powiedziane. 

Dziękuję. To są Twoje słowa, troszkę zredagowane przeze mnie. Także podziękowania dla Ciebie ode mnie i od Ciebie dla Ciebie również. 

Dziękuję Ci bardzo i dziękuję za zaproszenie. To była przyjemność porozmawiać z Tobą w ramach podcastu. Momentami zapomniałam, że to podcast. 

I o to chodzi.

moneypl_logo
Nominacja Technologia Roku 2024
Aula Polska logo
Nominacja Aula Polska 2024
EEC Challenge 2023
Finalista EEC Startup Challenge 2023
Innowacyjny Lider logo
Laureat Innowacyjny Lider 2023