
Wywiad z Nicole Tomanek – Head of People and Culture w AskHenry, autorką bloga HRismatic
Obejrzyj lub odsłuchaj rozmowę w całości:
Naszym dzisiejszym gościem jest Nicole Tomanek, czyli Head of People and Culture w AskHenry, a także założycielka i autorka bloga HRismatic, czyli charyzmatycznie o HR z Nicole Tomanek.
Cześć Nicole. To zaszczyt Cię tutaj gościć.
Cześć, witam serdecznie. Dla mnie to również jest ogromne wyróżnienie.
Bardzo dziękuję, że znalazłaś dla nas chwilę. Nie wiem, czy to wybrzmiewa z Twojego LinkedIna, że jesteś jednym z głosów polskiego HR-u, ponieważ masz 22000 obserwujących, czyli prawie trzy razy tyle, co ja. Wiem, że angażujesz ludzi do dyskusji, piszesz bloga, ale czy możesz zdefiniować siebie samą w kilku słowach? Kim jest Nicole?
Nicole jest osobą bardzo samoświadomą – i to szczególnie odzwierciedla się w mojej ścieżce kariery. Często słyszy się historie o tym, jak ktoś przypadkowo trafił do HR-u, jak to los zadecydował. W moim przypadku było inaczej – od samego początku podejmowałam świadome decyzje. Już po maturze wiedziałam, w jakim kierunku chcę się rozwijać i konsekwentnie realizowałam ten plan zarówno na studiach, jak i w pierwszej oraz kolejnych pracach. Myślę, że Nicole to osoba, która trafnie rozpoznaje swoje mocne i słabe strony. Co ciekawe, jestem introwertyczką – może to wydawać się zaskakujące, szczególnie w pracy w HR-ze. Jednak jestem tego w pełni świadoma. Zdecydowanie więcej słucham niż mówię. Jeśli chodzi o moje pasje, poza HR-em kocham pisać. Dowodem na to jest moja strona internetowa. Moją drugą pasją jest czytanie, a marzeniem – posiadanie Mazdy MX-5 w kolorze wiśniowym.
To, co od razu przykuło moją uwagę, to przede wszystkim to, że wskazałaś, iż pójście w stronę HR-u jako rozwój swojej kariery było decyzją w pełni świadomą. Zatem zastanawiam się, co trzeba studiować, żeby pracować w HR.
Ja podjęłam decyzję o pójściu na studia typowo HR-owe – zarządzania zasobami ludzkimi. Później wybrałam studia magisterskie z socjologii, ze specjalizacją w HR. Zdecydowałam się na to, bo już jako młoda osoba, w różnych sytuacjach społecznych, często słyszałam, że dobrze zarządzam pracą grupy. Miałam naturalne zdolności przywódcze, zarówno w kontekście koordynacji, jak i wsparcia zespołu. Potrafiłam uspokajać ludzi, prowadzić ich mentoringowo i wskazywać, jak najlepiej działać. Po prostu połączyłam te elementy i po maturze, przeglądając dostępne kierunki studiów, doszłam do wniosku, że zarządzanie zasobami ludzkimi to coś dla mnie. Jest w tym zabawna historia – na studiach były różne osoby, niektóre wybrały ten kierunek przypadkowo, inne, tak jak ja, świadomie chciały związać z tym swoją karierę. Nazywano mnie pasjonatką i entuzjastką tego tematu, co było trochę zabawne. Gdy przerabialiśmy tematy, jak Henry Ford, industrializm, czy pierwsze delegowanie zadań, ja chłonęłam wszystko całą sobą. Pamiętam, jak jedna koleżanka powiedziała, że jestem idealnie dopasowana do tych studiów – odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Byłam przekonana, że to właśnie to, co chcę robić. Dlatego kontynuowałam ten kierunek na studiach magisterskich. Już wtedy równolegle pracowałam, więc miałam zarówno praktyczne, jak i teoretyczne doświadczenie.
Myślę, że to, co mówisz, jest bardzo mocno powiązane z Twoją marką personalną. Przeglądając Twojego bloga, znalazłem slogan, że pracujesz słowem, a HR i EB to Twoje ulubione litery. Wiem, że za dnia zarządzasz zespołem HR-owców, a w nocy tworzysz treści o tym, jak dobrze to robić. W związku z tym, w kontekście Twojej marki personalnej – i ogólnie budowania marki – mam pytanie, jak Twoim zdaniem można zbudować naprawdę fajną i mocną markę personalną?
Myślę, że trzeba tutaj wyjść od trzech grup, które obecnie identyfikuję na rynku. Pierwsza grupa to osoby, które zbudowały swoją markę personalną w sposób spontaniczny i oddolny tak jak ja. To znaczy, miały pasję – w moim przypadku do pisania i do tematu, którym się zajmują. Te osoby podjęły decyzję, że będą systematycznie i konsekwentnie pisać, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami, wiedzą i doświadczeniem. Druga kategoria to osoby, które wchodzą na rynek z gotowym produktem i chcą budować markę personalną, aby pozyskiwać klientów. Zazwyczaj korzystają ze szkoleń i grup wsparcia, które pomagają w budowaniu marki. Tutaj mam pewien dylemat, bo kiedy ktoś mnie pyta, jak zbudować markę personalną i jak utrzymać motywację, to zawsze wychodzę od motywacji wewnętrznej. Nie mam na myśli niczego złego, nie oceniam pejoratywnie tej drugiej grupy, ale często zdarza się, że jeśli ktoś chce zbudować markę personalną w ten sposób, to może być to proces czasowo ograniczony. Budowanie zaufania i publiczności zajmuje czas, a jeśli ktoś ma gotowy produkt, to zazwyczaj chce, aby od razu przynosił efekty.
Już chciałby sprzedawać i zbijać na tym kokosy.
Dokładnie, mieć te zyski. Druga kwestia, którą warto przemyśleć, to czy rzeczywiście mamy pasję do pisania i do realizowania tego wszystkiego – robienia researchu pod treści, podtrzymywania kontaktu z odbiorcami. To zajęcie jest, wbrew pozorom, bardzo czasochłonne i jeśli nie mamy do tego serca, możemy szybko się wypalić. Dlatego kluczowe jest, by zastanowić się nad swoją wewnętrzną motywacją. Muszę jednak uczciwie przyznać, że nie jest to jedyna droga. Są copywriterzy i osoby, które mogą prowadzić profile za innych, więc to również jest opcja. Informuję o tym szczerze, bo markę można zbudować na dwa sposoby. Natomiast jeśli chodzi o sam proces budowania marki, to warto unikać schematu myślowego, że trzeba czekać na „odpowiedni moment”, żeby zacząć pisać. Absolutnie nie. Od zawsze mówię, że nasze codzienne doświadczenia, zawodowe czy inne, mogą być relewantne i przydatne dla innych ludzi. Nie musimy mieć 15 lat doświadczenia, by mieć prawo wypowiedzi. Ja sama zaczęłam pisać, będąc juniorką i z czasem moje treści oraz poglądy ewoluowały wraz z moim rozwojem. Nie chodzi o to, byśmy narzucali sobie rolę edukatora od samego początku – możemy po prostu poddawać różne kwestie pod dyskusję. Dlatego na pierwszym miejscu stawiam motywację wewnętrzną i decyzję, w jaki sposób chcemy działać: samodzielnie czy z pomocą innych. Warto też uwzględnić ryzyka, o których wspomniałam.
Przyznam szczerze, że bardzo mocno odnoszę to, co mówisz, do mojej marki personalnej. Wspomniałaś o dwóch grupach: pierwszej, która wychodzi z pasji i motywacji oraz drugiej, bardziej produktowej. Ja znam LinkedIn od dobrych siedmiu lub ośmiu lat, a od trzech czy czterech używam go regularniej. Od dwóch lat zacząłem tworzyć publikacje, a tak naprawdę od czterech miesięcy robię to regularnie. Z mojej perspektywy to jest trochę uzależniające, bo zaczynam zauważać coraz więcej interesujących sytuacji – zarówno zawodowych, jak i osobistych – którymi naprawdę chcę się dzielić. Na początku myślałem, że to, co mam do napisania, może nikogo nie interesować, ale gdy ubieram to w ludzkie emocje i dzielę się własną wiedzą oraz spostrzeżeniami, znajduję swoje grupy docelowe, zwłaszcza w obszarze HR. Ostatnio stworzyłem ankietę na swoim profilu, pytając moich odbiorców, jakich treści chcieliby więcej. Odpowiedzi były na równi podzielone: jedna dotyczyła newsów ze świata HR, a druga praktycznych wskazówek do pracy. To jest z pewnością coś, czego nauczyła mnie moja marka personalna. Zastanawiam się, czy jest coś szczególnego, czego Twoja marka nauczyła Cię przez ostatnie lata i co ciągle robisz konsekwentnie?
Zdecydowanie. Chciałabym dodać do tego, co powiedziałeś, że osoby budujące markę osobistą nie muszą obawiać się odbiorców. Zwykle zakładamy, że wystawiamy się na krytykę i że nagle wszyscy będą nas oceniać. Rzeczywiście, istnieje taka możliwość, ale wcale nie jest to tak nasilone, jak się wydaje. Ludzie są dużo bardziej pozytywnie nastawieni niż nam się wydaje. Kolejna rada to stworzenie czegoś własnego. Często, nawiązując współpracę z firmą, tworzymy treści typowo związane z tą współpracą. Często dostaję zapytania, co robić w sytuacjach konfliktowych dotyczących tego, czy treści były firmowe, czy też publikowane na profilu prywatnym. Sugeruję, żeby znaleźć swoją niszę i być z nią kojarzonym, a także przeplatać treści publikowane na rzecz firmy z własnymi. Ja tak zrobiłam – piszę konsekwentnie, niezależnie od pracodawcy, z którym współpracuję.
Odpowiadając na Twoje pytanie, czego nauczyła mnie moja marka, powiedziałabym, że największym atutem jest to, że mając markę osobistą, wpada się w pewną kategorię społeczną. Poznaje się wiele osób na wydarzeniach branżowych i konferencjach, jest się zapraszanym do różnych wywiadów i artykułów. To ogromny benefit, którego nie da się zamknąć w jednym słowie – to nie tylko networking, to także mnóstwo okazji do pracy i współpracy. W kontekście atutów dla pracodawcy, posiadanie marki osobistej oznacza, że mam szerokie relacje. To pozytyw dla firmy, bo mogę kogoś zaprosić na webinar czy poprowadzić jakąś inicjatywę. Z drugiej strony, nauczyłam się, że to jest droga w jedną stronę. Trudno odzyskać anonimowość. Na etapie mojej kariery nie mogę sobie pozwolić na brak transparentności, zwłaszcza w kwestiach wynagrodzeń. Każda firma, do której dołączam, wie, że jestem pod pewnym reflektorem. To nie jest obsesja, ale fakt, że wiele osób chce ze mną współpracować. Gdybym odpuściła sobie dobre praktyki, mogłoby to źle się skończyć. Więc te pozytywne aspekty cały czas są obecne.
Zgadza się, musisz dawać z siebie 100%, niezależnie od sytuacji, w której się znajdujesz. Cały czas jesteś na świeczniku, co rzeczywiście sprawia, że to jest droga w jedną stronę. Fajnie, że o tym mówisz, ponieważ często widać różne postawy osób, które mają wysoko rozwinięte marki osobiste. Może się wydawać, że jest to wyłącznie droga usłana laurami – wywiady, podcasty i tym podobne. Jednak warto wskazać, że ma to również swoją drugą stronę, o której rzadko się mówi. Wspomniałaś o tym, czego organizacje oczekują od Ciebie. Jakie masz doświadczenia w tej kwestii, zarówno pozytywne, jak i negatywne? Ciekawi mnie, jak Twoja marka osobista wpływa na to, jak jesteś postrzegana w środowisku zawodowym.
Zgadza się, doświadczenia są zarówno pozytywne, jak i negatywne. Nie jestem jednak na to obrażona. Posiadanie marki osobistej nie jest jednoznacznie pozytywne, a zakładanie, że zawsze jest super, to błąd. Dla osób rozważających inwestycję czasu i zaangażowania w budowanie marki osobistej to ważny moment naszej rozmowy. Z mojego doświadczenia wynika, że startupy są bardziej otwarte na osoby z silną marką osobistą, ponieważ w tych organizacjach jest więcej przestrzeni na indywidualizm. W startupach promowanie się oddolne, na przykład jako ambasador marki, jest bardziej doceniane. Natomiast w korporacjach często występuje nacisk na realizację zadań, co prowadzi do problemów związanych z hierarchią. Tam pojawia się wiele trudności, ponieważ często należy dostosować się do ustalonych ról i „równać do szeregu”.
Trzeba mieć na to wszystko czas.
Masz rację, w korporacjach może pojawić się wiele kwestii związanych z marką osobistą. Nie chcę, żeby to zabrzmiało jednostronnie, ponieważ nie miałam osobistych doświadczeń z korporacjami w tym kontekście, ale w rozmowach dotyczących ofert pracy często dopytywałam o te aspekty. Ważne jest, aby ustalić, na jakie rzeczy byłaby zgoda, a na jakie aspekty byłaby elastyczność oraz autonomia z mojej strony. Często pojawiały się znaki zapytania dotyczące na przykład korzystania z LinkedIna w czasie pracy czy otwartego wyrażania chęci udzielania komentarzy. To pokazuje, że budowanie marki osobistej w takim środowisku nie jest rzeczą jednoznacznie pozytywną. Kwestia praw autorskich to również istotny temat. Wiele osób, które mają markę osobistą, słyszy od swoich firm, że treści stworzone podczas współpracy są własnością firmy. Dlatego zawsze rekomenduję, aby zabezpieczyć się w tym obszarze, na przykład poprzez zapis w umowie. Warto jasno rozgraniczyć, co piszemy dla firmy, a co jest naszymi indywidualnymi treściami. To jest bardzo ważne, aby zachować kontrolę nad tym, co tworzysz na swoim koncie.
Zgadza się, umowy są ważne, aby zabezpieczyć się na wypadek problemów. Zgrzyty mogą pojawić się, gdy współpraca między osobą z marką osobistą a startupem, korporacją lub inną organizacją nie układa się najlepiej. Dlatego dobrze jest o tym pamiętać i zadbać o odpowiednie zabezpieczenia. Przechodząc do pozytywnych aspektów, zastanówmy się, jakie wartości wnosi rekruter czy HR-owiec posiadający swoją markę osobistą do organizacji. Co przychodzi Ci na myśl jako pierwsze?
Pod kątem czynnego pozyskiwania kandydatów posiadanie silnej marki osobistej to ogromny plus. Moje jedno kliknięcie dociera do znacznie większej liczby osób niż osoby z ograniczoną siecią kontaktów. Kiedy publikuję ofertę pracy, trafia ona typowo do mojej sieci, która wynosi około 22 tysiące obserwatorów. Często zdarza się, że ludzie chcą pracować ze mną lub z osobą z silną marką osobistą, więc nie musimy ich aktywnie pozyskiwać, same przychodzą do nas. Z perspektywy organizacji bardzo korzystne jest posiadanie takiej osoby na pokładzie. Dla rekruterów i specjalistów HR osoba z silną marką osobistą znacznie ułatwia proces rekrutacji, direct researchu i pozyskiwania kandydatów. Ponadto, mając taką osobę, przyciągamy nowych kandydatów i wzbudzamy ich zainteresowanie marką. To przyczynia się do widoczności i rozpoznawalności marki. Na przykład, kiedy dołączyłam do Henry’ego, ogłoszenie o moim dołączeniu przyniosło ogromne wzrosty w profilach społecznościowych firmy, w tym wzrost followingu i odwiedzin treści. Jeśli osoba z silną marką osobistą zdecyduje się wspierać mniej rozpoznawalną firmę, to jest to zdecydowanie dobry ruch, by zainwestować w taką osobę. To rozróżnia szeregowego rekrutera od osoby z silną marką, ponieważ taka osoba ma większy wpływ na wiele aspektów, w tym na employer branding. Dodatkowo współprace, konferencje i wydarzenia branżowe są dużo łatwiejsze do zorganizowania dzięki osobie, która już ma relacje w branży. To są największe atuty, jakie organizacja zyskuje, posiadając osobę z silną marką osobistą na pokładzie.
Dobrze, a z drugiej strony, jakie wartości czerpie rekruter czy HR-owiec dla siebie? Jaką wartość może dać mu firma, niezależnie od tego, czy jest duża, czy mała, jeśli posiada swoją markę osobistą? Co jeszcze mogłoby być istotne?
Osoba, która podejmuje decyzję o świadomym budowaniu marki osobistej, może liczyć przede wszystkim na oferty szyte na miarę. Już na etapie przed współpracą z daną organizacją, to istotny aspekt dla wszystkich kandydatów. Gdy decydujemy się na aktywne aplikowanie, składamy swoje CV i stajemy w szranki z innymi kandydatami. Natomiast, gdy mamy silną markę osobistą, firmy często zgłaszają się do nas z chęcią współpracy. Dzięki temu mamy możliwość elastycznego kształtowania tego, co chcemy robić w danej organizacji. Potwierdzam to z własnego doświadczenia — parę miesięcy temu, gdy poszukiwałam pracy, zgłaszały się do mnie firmy, które mówiły: My chcemy z Tobą współpracować. Ustalmy, co możesz dla nas zrobić. To ogromny atut dla osób, które nie chcą być wtłoczone w sztywne ramy, lecz pragną zajmować się różnymi aspektami, jak marketing, employer branding, HR czy rekrutacja, w sposób otwarty. Kolejna kwestia to tzw. „Kryzys Ci niestraszny?” Odwołując się do mojej historii sprzed kilku miesięcy, miałam okazję zweryfikować, na ile moje zasięgi przekładają się na realne możliwości zawodowe. Właśnie miałam okazję to sprawdzić, gdy wrzuciłam post Open to Work, który został wyświetlony kilkadziesiąt tysięcy razy i miał kilkaset reakcji. Mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że praca trafia do nas priorytetowo. Osoby, które mogą być w kryzysie, mogą mieć trudności z pozyskaniem pracy, podczas gdy osoby z silną marką osobistą pozyskują oferty w pierwszej kolejności. Dodatkowo współpraca z taką osobą ma zupełnie inny wymiar, bardziej partnerski — to nie jest tylko kwestia starań o pracę, lecz rozmowy na temat współpracy. Kwestia wynagrodzenia również jest istotna. Przyznaję, że stawki są znacznie wyższe, gdy posiadamy markę osobistą. I to nie bez powodu. To nie tylko kwestia rozpoznawalności, ale także wpływu na widoczność marki oraz na całokształt odbioru firmy. Osoba z silną marką codziennie promuje firmę poprzez swoje profile, które odwiedzają setki tysięcy osób miesięcznie. Więc wynagrodzenia są wyższe, ale to ma swoje uzasadnienie. To są pozytywy związane z posiadaniem silnej marki osobistej.
Okej, a żeby tutaj uchylić rąbka tajemnicy, czy byłabyś w stanie sprecyzować, ile otrzymałaś w zeszłym roku różnych propozycji, które mogą być kojarzone z twoją marką personalną?
Czyli pytasz mnie o oferty pracy, które spłynęły do mnie typowo przez to, że posiadam rozpoznawalny profil?
Jakbyś mogła nam tutaj wyjaśnić, jak to wygląda w praktyce? Staram się to odnieść do sytuacji na rynku, ponieważ wiadomo, że wielu rekruterów działa na LinkedIn. Często słyszy się, że w różnych dziedzinach wpływ, jaki mają kandydaci, jest różny. W związku z tym chciałabym dowiedzieć się, jak dużym zainteresowaniem cieszą się oferty skierowane do osób z rozwiniętą marką osobistą. Czy możesz powiedzieć, jak to wygląda w Twoim przypadku? Na przykład, czy otrzymujesz kilkanaście, kilkadziesiąt, czy może kilkaset propozycji?
Muszę odpowiedzieć w sposób chronologiczny. Na samym początku, gdy budowałam swoją markę i zdobywałam rozpoznawalność, zauważałam, że otrzymuję oferty, w tym także z zagranicy. Wtedy ktoś pisał do mnie jako do anonimowego kandydata, poszukując np. HR Managera. Tak to wyglądało. Natomiast obecnie mogę powiedzieć, że wszystkie oferty, które otrzymuję, są skierowane typowo do mnie jako osoby rozpoznawalnej. Wnioskuję to z faktu, że rekruterzy podchodzą do mnie z dużym szacunkiem. Zamiast standardowej formuły: Hej, mam ofertę, zerknij, czy to coś dla Ciebie, piszą na przykład: Hej Nicole, śledzę Twoje treści, byłoby super Cię poznać. Myślę, że ta oferta byłaby idealna dla kogoś takiego jak Ty. Wiele z tych wiadomości zawiera spersonalizowane nawiązania, co wskazuje, że nie jest to tylko podstawowa, masowa personalizacja. Jednakże, wracając do wcześniejszego tematu, sytuacja ta ma swoje dobre i złe strony. Przykładowo, mogę omijać wiele ofert od rekruterów, którzy mogą obawiać się do mnie zgłosić, myśląc, że ich propozycja nie będzie dla mnie wystarczająco atrakcyjna. Wyobrażam sobie, że ktoś mógłby stworzyć listę profili w danej specjalizacji i wysyłać wiadomości w ramach direct search. Gdyby natrafił na mój profil, mógłby się wahać, uznając moją liczbę obserwatorów za barierę. Może również zdarzyć się, że niektóre firmy po prostu nie szukają osób o moim profilu. Dlatego trudno jest obiektywnie odpowiedzieć na to pytanie. Mogę jednak stwierdzić, że dwa lata temu otrzymywałam mieszane oferty — od osób, które mnie nie znały oraz tych, które znały. Obecnie 100% ofert, które dostaję, jest kierowanych typowo do mnie jako rozpoznawalnej osoby.
Zastanawiam się w takim razie jeszcze, ponieważ omówiliśmy już wiele wartości, które mogą wyniknąć dla obu stron, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych aspektów. Powoli zamykając ten wątek zawodowy, chciałabym zapytać: czy Twoim zdaniem posiadanie marki personalnej jest dla każdego? A może są jakieś persony, które na pewno nie powinny jej budować?
Na pewno nie powiedziałabym, że posiadanie marki personalnej nie jest dla kogoś konkretnego. To jest zbyt zdecydowane stwierdzenie. Wracamy tutaj do wątku z samego początku naszej rozmowy. Uzupełniając tę wypowiedź, kiedyś podjęłam decyzję, że nie będę tworzyć programów z zakresu budowania marki osobistej. To było pierwsze pytanie, które zaczęło być kierowane do mnie w ramach rozwoju mojej rozpoznawalności (oprócz tego czy jest mi lepiej i czy więcej zarabiam) ludzie zaczęli pytać, czy poprowadzę czyjś profil lub umówię się na konsultacje.
Bo może się wydawać, że taka jest naturalna ścieżka, prawda? Czyli najpierw budujesz sobie, a potem skalujesz to i budujesz ją innym.
Wiesz, nie wykluczam, że kiedyś zdecyduję się na prowadzenie jakichś konsultacji. Jeśli będę miała do tego przekonanie, to czemu nie? Na ten moment jednak w pełni spełniam się w swojej pracy etatowej i to mnie w stu procentach realizuje. Nie chciałam prowadzić szkoleń ani konsultacji indywidualnych z zakresu marki osobistej z powodu poczucia odpowiedzialności za to, co ludzie potem z tym zrobią. Widząc ryzyka, o których rozmawialiśmy na początku, zdaję sobie sprawę, że wiele osób, zgłaszając się na konsultacje, myśli, że ktoś za nie wszystko zrobi, rozpisze im to, a potem to już się samo zadzieje.
Od razu widać, że to jest proces. Tak jak mówiłaś na początku, efekty nie pojawią się za tydzień, dwa czy trzy. To rzeczywiście wymaga regularności i systematyczności.
Właśnie. Mam w sobie dużą wyrozumiałość wobec osób, które nie muszą być samoukami, mieć pasji czy samodzielnie robić wszystkiego. Nie oceniam pejoratywnie grup wsparcia ani szkoleń, ale sama tego nie czuję. Wracając do Twojego pytania o osoby, które na pewno nie powinny budować marki osobistej, są to takie, które oczekują szybkiego zysku. Osoby, które nie mają pasji do pisania czy researchu, a także nie potrafią planować. Wymaga to zorganizowania czasu na pracę zawodową i zaplanowania treści, a także posiadania inspiracji, które można rozwijać na poczekaniu. Zawsze wracam do motywacji wewnętrznej i celu. Jeżeli ktoś chce zgłosić się z myślą, że ktoś inny zbuduje mu markę, by móc sprzedawać produkt, to na pewno nie podejmę się takiej współpracy. W takiej sytuacji przegadałabym z tą osobą, czy na pewno chce to robić samodzielnie, czy nie lepiej oddelegować to w całości i mierzyć się z konsekwencjami. Konsekwencje mogą być takie, że osoba wypowiada się w zupełnie innym stylu na różnych wydarzeniach, a w komentarzach zupełnie inaczej. Jeszcze ktoś, kto prowadzi konto tej osoby, może odpisywać na wiadomości prywatne w sposób, który nie oddaje jej stylu.
Dobrze, w takim razie przejdźmy do drugiej części pytania. Czy istnieje jakiś rodzaj persony, która nie powinna budować marki osobistej? Na przykład, osoba A, która jest B, pracuje jako C. Czy masz w głowie jakieś przykłady osób, które po prostu nie powinny jej budować?
To w zasadzie odnosi się do tego, co już powiedziałam, czyli do motywacji wewnętrznej, braku systematyczności i braku zorganizowania. Dodałabym jeszcze jeden aspekt, który jest związany z nastawieniem charakterologicznym. Chodzi o nawiązywanie współpracy z firmami, które mają wysokie oczekiwania wobec poziomu dostosowania. Jeśli osoba wykonuje swoją pracę typowo w ramach jakiejś firmy, może napotkać różne restrykcje, co może być negatywnie postrzegane. Dlatego, jeśli nie jest to ktoś, kto pragnie dużej autonomii i potrafi ją sobie zapewnić, budując markę w ramach współpracy z pracodawcą, to zdecydowanie zalecałabym przemyślenie tej decyzji. Po co generować sobie dodatkowe problemy?
To zdecydowanie prawda. Możemy zatem zejść z tematów zawodowych i poruszyć inną kwestię, która mnie na początku bardzo zainteresowała, czyli Twoją pasję. Wspominałaś o pisaniu. Czy chciałabyś rozwinąć ten temat? Przyznam szczerze, że z perspektywy budowania własnej marki osobistej, pisanie na pewno bardzo w tym pomaga. Chciałem zapytać Cię bardziej prywatnie, o co dokładnie chodzi z tym pisaniem?
A widzisz, myślałam, że zapytasz mnie o samochód. Jeśli chodzi o pisanie, to ostatnio gruntownie się nad tym zastanawiałam, analizując, ile rzeczy w moim życiu to powinności, a ile rzeczy, które naprawdę lubię robić. Doszłam do wniosku, że pisanie zawsze było obecne w moim życiu. Swoją pierwszą książkę napisałam będąc w podstawówce. Pamiętam tę sytuację bardzo dokładnie, bo wręczałam ją mojej wychowawczyni. Była to ręcznie napisana książka, zszyta zszywaczem. Pamiętam, że strony były tak zszyte, że niektóre wypowiedzi były ucięte, więc mam to przed oczami. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam, że mam „lekkie pióro”. Pamiętam, że nie rozumiałam tego zwrotu, bo byłam wtedy mała. Co to właściwie znaczy „lekkie pióro”?
I gdzie je można znaleźć.
Właśnie, o co chodzi z tym zwrotem „lekkie pióro”? Później przez całe moje życie, w każdej szkole, przewijało się to, że miałam dużą smykałkę do pisania. Lubiłam to robić, robiłam to szybko i w sposób zrozumiały, co mi ciągle powtarzano. W ogóle chciałam być pisarką, gdy zastanawiałam się nad swoją ścieżką zawodową. Jednak pisanie to bardzo wolny, niedookreślony zawód. Dlatego cieszę się, że udało mi się zutylizować tę pasję, łącząc ją z moją drugą pasją. Teraz całe moje życie zawodowe opiera się na tym, że mogę pisać. To nie jest przypadek — nie tylko HR był dla mnie ważny, ale także pisanie. Moim największym marzeniem zawodowym, a może nawet życiowym, jest napisanie książki. Myślę, że to się prędzej czy później stanie. Można to nazwać manifestowaniem, mówiąc coś na głos, żeby to się wydarzyło. Jest takie słowo na to, ale nie pamiętam w tej chwili.
Przyznam szczerze, że nie chcę nikogo wprowadzić w błąd, ponieważ nie mam zielonego pojęcia. Chyba że mówimy o zakładce — robisz sobie taką zakładkę w głowie, żeby kiedyś do tego wrócić, więc może coś takiego.
Chyba to się nazywa afirmacja. Po prostu afirmujesz rzeczywistość.
Afirmacja, tak, dokładnie. Mam nadzieję, że w przyszłości będziesz mogła wrócić do tej rozmowy, kiedy napiszesz swoją książkę, wydasz ją i być może stanie się bestsellerem. To będzie świetne wspomnienie z naszego podcastu.
Ja również w to wierzę.
Myślę, że tym miłym akcentem moglibyśmy powoli kierować się do końca naszej rozmowy. Dzisiaj dowiedzieliśmy się wiele o tym, jak budować swoją markę personalną, do czego ona służy, kiedy powinna być świadomą decyzją oraz kto powinien, a kto nie powinien jej prowadzić. Omówiliśmy również, jak zarządzać relacjami między swoją marką personalną a firmą, korporacją czy startupem, w którym pracujemy. Jestem przekonany, że to był bardzo wartościowy odcinek, zwłaszcza że w polskim HR nie ma zbyt wielu osób z dobrze rozwiniętą marką personalną. Cieszę się, że mogliśmy prawie cały odcinek poświęcić tej tematyce. Mam nadzieję, że ktoś z Was, drodzy słuchacze, już zaczyna tworzyć plany związane z pisaniem. Z mojej perspektywy przyznaję, że zajęło mi trochę czasu, aby się do tego przekonać. Kiedy jednak opublikowałem swoje pierwsze 5, 10 czy 15 postów, dalsze pisanie poszło już łatwiej. Warto mieć, tak jak wspomniałaś bieżącą listę inspiracji czy pomysłów. Dzięki temu można stworzyć post w chwilach, gdy brakuje komunikatu do odbiorców lub po prostu nie ma weny. Jesteśmy tylko ludźmi i warto o tym pamiętać. Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę!
Dziękuję, również za zaproszenie! Czekam na informacje zwrotne od każdej osoby, która odsłucha naszą rozmowę. Zachęcam do kontaktu po odsłuchu!

Otrzymaj swój przykładowy test rekrutacyjny
Jeśli chcesz otrzymać przykładowe testy dla stanowisk, na które rekrutujesz, wypełnij poniższy formularz, a my prześlemy Ci taki test.
Po wypełnieniu testu otrzymasz raport Kandydata oraz Rekrutera aby zobaczyć jaki feedback otrzymują obydwie ze stron.

Blog Staffly: Zobacz podobne wpisy
Odkryj nową erę rekrutacji ze Staffly
Zatrudniaj najlepszych kandydatów na podstawie dodatkowego źródła obiektywnych danych.
Prześlij krótki formularz i następnie:
- omów swoje wyzwania i potrzeby związane z selekcją najlepszych kandydatów,
- otrzymaj szczegółowe informacje na temat możliwości dopasowania testów do Twojej organizacji i stanowiska,
- przejdź przez demo produktowe.
Po przesłaniu formularza skontaktujemy się z Tobą niezwłocznie, by omówić Twoje potrzeby rekrutacyjne.





